Nori razem z dwójką towarzyszy stanął w koło stogu siana, na którym spała dziewczyna. Miała czarne, sięgające przynajmniej kolan włosy. Ubrana była w mundurek szkolny, sięgające połowy ud wiązane kozaki i metalowe rękawiczki. Tak, metalowe.
Dowódca kiwnął głową i Nori krzyknął:
- Wstawaj!
Dziewczyna leniwie otworzyła oczy. Nori myślał, że w pierwszym odruchu zerwie się z siana, wystraszy, ale ona tylko mruknęła:
- No, zastrzel mnie.
Wszyscy osłupieli. Jest bezbronną nastolatką, którą otoczyło trzech uzbrojonych żołnierzy i się nie boi? Mówili, że jest dziwna i niebezpieczna...
- Wstawaj! - powtórzył Nori.
- No już, spokojnie żołnierzyku. - podniosła się powoli. - Macie mnie. I co?
- Buntowniczko, zostałaś skazana na śmierć za bunt i niepodporządkowanie się Konklawe oraz państwu. - wyrecytował generał. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Niepodporządkowanie się? Hahaha! - nagle wycelowała ręką w żołnierza po swojej prawej stronie i w jej otwartej dłoni pojawiła się dziwna broń. Nim towarzysz Noriego zdążył zareagować wystrzeliła, nawet nie patrząc, prosto w serce. Uchyliła się przed dwoma strzałami, zabiła generała i trafiła Noriego w brzuch. Wypuścił broń i upadł. - Ciekawe.
Podeszła do plamy krwi dookoła generała, zamoczyła w niej dłoń i napisała na ścianie "NIRVANA". Odwróciła się i kiedy zobaczyła, że Nori wciąż żyje wycelowała w jego głowę.
Oczywiście wszyscy w trójkę uznali, że ją obudzą, bo nie wypada zabić śpiącej, bezbronnej dziewczyny...